sobota, 7 października 2017


„Idź do roboty!...”


Uprzedzając falę ewentualnych krytycznych komentarzy, chciałabym wyjaśnić parę spraw. Wkrótce darmowe egzemplarze e-booka zostaną rozdane i cena wzrośnie do 5 zł dla kolejnych stu nabywców. W opinii wielu osób powinnam zapewne udostępniać e-book za darmo na stałe, skoro w sieci jest tak wiele darmowej twórczości, której niemalże nikt nie czyta. Tym bardziej więc mnie, nieznanej autorce bez wyrobionej marki, nie wypada brać od czytelników zapłaty. A jeśli chcę pieniędzy... no to idź do pracy/roboty!...

Otóż nie, kochani, to tak nie działa. Po pierwsze, pracuję aktualnie na pół etatu i nie zamierzam z tej pracy na razie rezygnować. Nie ma więc potrzeby wysyłania mnie do „roboty”. Po drugie, w przypadku większości tych „dzieł” na przeróżnych serwisach literackich, do których rzeczywiście mało kto zagląda, poziom jest w wielu aspektach żenująco niski. Ja z kolei wiem, na co mnie stać, wiem, co reprezentuje sobą moja twórczość, i nawet jeśli nie płodzę arcydzieł, to z pewnością nie wciskałabym czytelnikom bezwartościowego produktu.

Po trzecie, cena nie jest wysoka. W przypadku egzemplarzy promocyjnych to mniej niż jedna kawa czy piwo. W razie braku satysfakcji nie tracicie więc znaczącej sumy. Lecz jestem niemal pewna, że jej nie stracicie, ponieważ nie ma siły, by choć jeden utwór nie przypadł każdemu z czytelników do gustu.

Po czwarte, to, co tutaj robię, też jest pracą. Wymaga planowania, wysiłku, kreatywności, ogarnięcia mnóstwa szczegółów, a także poświęcenia czasu, który mogłabym wykorzystać inaczej albo spędzić w jakiś bardziej rozrywkowy sposób. Wiąże się z zarwaniem (na szczęście tylko po części) niejednej nocy. Jest to praca w domu, w czasie nienormowanym, zależnym tylko ode mnie. Ta kwestia jest dla mnie teraz szalenie istotna, gdyż muszę pogodzić aktywność zawodową i rozwój osobisty z wychowaniem dwójki dzieci. Odprowadzanie, przyprowadzanie, zebrania w szkole i przedszkolu, zajęcia dodatkowe, pomoc w odrabianiu lekcji, wizyty lekarskie... wszyscy rodzice doskonale wiedzą, o czym mówię. W takiej sytuacji własny biznes, prowadzony na razie z domu, w dogodnym czasie i bez dopasowywania się do potrzeb szefostwa, jest rozwiązaniem może nie idealnym, lecz wystarczająco dobrym.

Dlaczego więc nie miałabym pobierać za cały ten trud – począwszy od pomysłu na wiersz i przekucia go w ostateczną formę, na marketingu kończąc – oraz za wartość, której dostarczam, symbolicznej zapłaty?

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz