niedziela, 10 grudnia 2017


Pierwsze recenzje zbiorku


Od jakichś dwóch miesięcy przymierzałam się do napisania artykułu zawierającego recenzje pierwszych czytelników mojego zbiorku. Miałam nadzieję, że tych recenzji będzie znacznie więcej, i co z tym związane, że artykuł ten pojawi się tutaj znacznie wcześniej. Założyłam naiwnie, że napisanie czy powiedzenie tych paru zdań na temat książki, tak z głowy i z serca, niczego szczególnie wyrafinowanego, nie sprawi nikomu problemu. Niestety, okazało się, że problem jest. Jakie są tego przyczyny, mogę tylko zgadywać. Części osób naprawdę trudno jest znaleźć czas, i to akurat doskonale rozumiem, bo sama cierpię na jego chroniczny brak. Niektórzy nie czują się na siłach, by oceniać poezję, i to również mogę zrozumieć, tylko że nie o ocenę tutaj chodzi, a o wrażenia, a te przecież mamy wszyscy...

Skupmy się jednak na recenzjach, które zostały napisane. A jest ich dokładnie pięć, i wszystkie są dla mnie ważne i cenne. Zacznę od podsumowań, które pojawiły się w mojej skrzynce e-mailowej, wraz ze zgodą na publikację nazwiska ich autora:

 

Nie jestem ani zwolennikiem ani znawcą tego typu dzieł. Ktoś napisał, ktoś przeczytał… Co od siebie mogę powiedzieć?
Dość nierówny tomik, w którym widać rozwój duchowy autorki. Od raczej słabych utworów z początków przygody z piórem po kilka świetnych kawałków, do których można by było napisać muzykę.
Ja w książce znalazłem to, co lubię najbardziej, w dwóch utworach. „A tym, którzy błagają o litość” – dla mnie świetny utwór oddający filozofię dzisiejszego świata. Gdy to czytałem, miałem wrażenie, że czytam Edgara Allana Poe. Po prostu genialny utwór. „Błogosławieni potężni, albowiem zostaną panami świata. Przeklęci słabowici, albowiem zostaną zdeptani pod kopytami.” Mrok i złowieszcze wróżby… genialne.
„Dolina siedmiu dzwonów”…tutaj pozwoliłem sobie słuchać utworów Rhapsody w tle. Forest of Unicorns i Where dragons fly. Do tego w wyobraźni jakiś ładny art (np. z gry Age of Wonders) i mamy wspaniały klimat High Fantasy. Bardzo przyjemny i lekki utwór. Nawet teraz, gdy o nim myślę, mam przed oczyma nagą niewiastę z jednorożcem obok siebie.
Cała reszta? Jak mówiłem, ani ze mnie znawca, ani wielbiciel. Przeczytałem. Ten o wyborach był jeszcze ok. (…)



Marek Bednarczuk




Zaczęłam smakować te wiersze z wielką obawą, nieufnością wręcz – bowiem choć czytam wiele, to nie znam poezji współczesnej, z tego też powodu nie potrafię jej ze znawstwem ocenić. Ale klimatyczne wiersze Moniki Knapczyk zaintrygowały i zaciekawiły mnie ogromnie. Może poezję trzeba po prostu indywidualnie odczuć, dać się jej ponieść. Dlatego im dalej zagłębiałam się w ten Mglisto - Cienisty Świat Moniki, tym bardziej mnie urzeka. Jest w nim codzienna rzeczywistość magią pięknie ozdobiona. To ludzkie pragnienia nieoczekiwanie ujawnione, spuszczone ze smyczy, choć wciąż emanują z nich lęk i wątpliwości. To delikatna, subtelna poezja o krainie czarów, o skrywanej tajemnicy dni z przeszłości, o pięknie nadziei na przyszłość. Czasami gorzka, cierpka, pełna nostalgii, smutku i poważnej zadumy nad życiem, czasami spuentowana finezyjną myślą czy niebanalną przestrogą, czasami zobrazowana baśniowymi postaciami. Zawsze jednak dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Pod pozorem eteryczności, ozdobionej nierealną maligną, metafizyką kryje się poezja dojrzałej kobiety. Całość sprawia dużo radości, przyjemności obcowania z piękną polszczyzną, choć wprowadza też fascynujący mętlik w głowie – pewnie zamierzony przez autorkę. Prowokuje nas do chwili zatrzymania, zastanowienia, cichej refleksji nad sobą, nad światem. Myślę, że każdy wnikliwy czytelnik z otwartym sercem i umysłem znajdzie w tym tomiku coś takiego co spowoduje, że drgną w nim delikatne struny emocji.


Renata Tomczak

 


Pierwsze słowo, od którego nie mogłem się opędzić po przeczytaniu kilku pierwszych wierszy, to tęsknota. O różnym sile i zabarwieniu, raz ledwo odczuwalna i lekka, innym razem gorzka i pesymistyczna, nie pozostawiająca nawet krztyny nadziei. Ale chyba właśnie to słowo najbardziej oddaje melancholię początku. „Miałam dziś sen” niczym delikatna mgiełka pokazuje proste obrazy, które układają się w piękno. Lekkie i zwiewne, ale jednak czytelnik chciałby wierzyć, że istniejące. W dwóch ostatnich wersach nie pozostawiasz złudzeń.
W podobnym tonie można odbierać „Rzeki, które nie płyną” – ostatnie dwa wersy to marzenia niemal każdego człowieka, ale zestawiając je z poprzednimi obrazami, tracimy wraz z podmiotem lirycznym wiarę w ich istnienie. Ten wiersz zwrócił moja uwagę przewrotną konstrukcją. Dochodząc do jego końca, trzeba przeczytać go co najmniej jeszcze raz, żeby zrozumieć dobrze przesłanie.
Wydawałoby się, że „Pieśń poranka” próbuje wyrwać się z ustalonego wcześniej schematu. Ale i tutaj tęsknota jest obecna – może tylko trochę w innej formie, bardziej jako melancholia. Ja jednak odczytuję ją jako żal, że cudowne rzeczy nie zdarzają się częściej.
„Przed zachodem” to głos osoby pogodzonej z losem – wszystko, co najlepsze, już się stało, i nawet obecne cierpienie nie przysłania radości z przeszłych zdarzeń.

„Najdziwniejsza z dziwnych ballada” ma gorzką wymowę – paradoksalnie to tęsknota za normalnością. Jednak trafić z przesłaniem do ludzi głuchych i ślepych na miłość, radość, pokój czy spełnienie jest rzeczą niewykonalną.
„Ciągle piękna” stoi w opozycji do „Przed zachodem” – tu nie ma rezygnacji, tu jest samoświadomość i poczucie własnej wartości.
Celowo pominąłem „A tym, którzy błagają o litość”, bo zupełnie wyrywa się z konwencji, próżno szukać tu tęsknoty czy melancholii. Wpisuje się w mowę nienawiści, brutalną prawdę o bezwzględnym świecie, chociaż świat nie jest tu dobrym słowem. Zamiast niego powinna pojawić się ludzkość – prymitywna, zachłanna, mściwa, pełna nienawiści. Co ciekawe, całość przypomina trochę formę ośmiu błogosławieństw – intrygujący zabieg zestawiający formę z treścią.
Przyznam szczerze, że „Po powrocie z Warszawy” jakoś mnie nie porwał. Oczywiście, rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje jego przesłanie, ale sposób przedstawienia wydał mi się odrobinę infantylny.
„Napiszę wiersz” – to bardzo sympatyczny wyraz samokrytyki twórcy. Dobrze uchwyciłaś myśli w momencie uniesienia, a potem zderzenie z rzeczywistością. Ale pogodne zderzenie, bez przygnębiających scen czy miażdżącej krytyki.
„Purpurowy kwiat” ma dla odmiany gorzki wydźwięk. To nie tylko refleksja nad przemijaniem: ja widzę tu pogodzenie się z losem. Bierne pogodzenie się z losem.
„Dolina siedmiu dzwonów” wydaje się alegorią piękna, szczęścia czy spełnienia. Odległą na wyciągnięcie ręki, jednak nikomu nie chce się nawet po nie sięgnąć. Ale ignorancja nie będzie trwać wiecznie – nastanie prawdziwa apokalipsa.  I tylko wrażliwość będzie jedynym ratunkiem, który może nas ocalić.
„Przez moją głowę myśli” to walka z podświadomością, która pełna jest „niechcianych” wspomnień i myśli. Nie da jej się, niestety, całkiem wyłączyć – daje o sobie znać w najbardziej nieodpowiednich chwilach. I dopełniają gorzkiej samooceny.
„La primavera del'amore” to znów powrót do tęsknoty. Myliłby się jednak czytelnik, zakładając, że chodzi o wiosnę. Raczej to czas, zamknięty umownie w słowie młodość. I gdzieś w tym okresie zatrzymuje się podmiot liryczny: nie chce wychodzić poza te ramy, oddaje im się całkowicie. Jakby przeczuwał, że dalej nic dobrego nie czeka, a na pewno nie wytrzyma porównania z wiosną. Dalej może być tylko  „... the funeral of my youth” jak pisał jeden z moich ulubionych poetów Jacques Brel.
„Bóg i mędrzec” to wiersz przewrotny. Gdzieś odbijają się w nim echa „Fausta”, lecz tu poszukiwany jest nie dar młodości, a nieśmiertelności. Droga do prawdy jest nieskończenie długa i w zasadzie tylko łut szczęścia (czytaj: interwencja Najwyższego) może przybliżyć do rozwiązania zagadki. A rozwiązanie nie nastraja optymistycznie. Jakby sam Bóg potwierdzał prawdziwość Deizmu. Albo (nie wiem co gorsze) powrotem do początku, jakby chaos nie był tylko początkiem, ale również kwintesencją istnienia. Może też i końcem?



Marcin Gutek
 



Otrzymałam również na Messenger, i to natychmiast po ich lekturze, piękną opinię na temat tych wierszy od czytelnika poznanego na Facebooku, który po wzmiance o publikacji na blogu i ewentualnym zakupie zbiorku w postaci książki drukowanej, nabrał przysłowiowej wody w usta. Ponieważ nie otrzymałam wyraźnej zgody na zamieszczenie nazwiska autora, wstawiam ją anonimowo:

 

Piękne piękniejsze cudowne wprost, tak one (wiersze) są nie tylko do czytania, one są też do śpiewania!!! Wspaniałe, lekkie, ale zmuszające do myślenia i wędrowania myślami. Naprawdę mnie ,,kupiły”, tego, który zawsze wielbił poezję. Dziękuję ci, Moniko, nie jest to ”murzynek Bambo”...............!!! To stało się Twoją osobowością, pięknie..!!! dziękuję 😇 😁 😋



Na koniec króciutka opinia przesłana SMS-em, autorstwa mojej najlepszej koleżanki z Puław, Doroty Ślusarczyk, która obiecała mi wprawdzie dłuższą recenzję, ale potem brak czasu i zmęczenie przeważyły... Rozumiem to doskonale, i tak jak już wspomniałam, cieszy mnie absolutnie każda opinia.


Uważam, że te utwory są bardzo trudne.



 
Jeszcze raz składam serdeczne podziękowania moim aktywnym czytelnikom i przyjaciołom 😊 Naprawdę należy Wam się najwyższe uznanie na Wasze zaangażowanie w lekturę i pracę włożoną w przygotowanie tych recenzji. Czekam teraz cierpliwie na kolejne opinie, zarówno od dotychczasowych, jak też przyszłych czytelników. Obiecuję, że każda z nich zostanie tutaj wcześniej czy później opublikowana.
 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza