środa, 30 maja 2018


Ciekawostki związane z „Vairą”


Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam serię ciekawych informacji związanych z aktualnie przygotowywaną powieścią. Ze względu na ich sporą liczbę oraz objętość tekstu, został on podzielony na podrozdziały.


1. Dla kogo książka?

Na początek należy określić grupę docelową (ang. target) czytelników, do której skierowana jest ta książka. Wspomniałam już, że można ją zdefiniować zarówno jako powieść fantasy, osadzoną w nurcie realizmu magicznego, ale także jako literaturę obyczajowo-romansową. „Vaira” jest więc przeznaczona dla obu tych grup odbiorców, choć oczywiście zwrócą oni uwagę na zupełnie odmienne rzeczy w tekście.

Jeśli chodzi o kryterium wieku, to książka skierowana jest głównie do młodzieży i młodych dorosłych, w przedziale ok. 16 – 45 lat. Poruszane w niej tematy, takie jak poszukiwanie własnej ścieżki zawodowej, próby określenia swojego miejsca w świecie, wybór partnera życiowego i zakładanie rodziny oraz oczywiście romantyczna miłość, zainteresują głównie młodszych odbiorców, żyjących tymi sprawami na co dzień. 
Starsi czytelnicypo 45. roku życia, zwłaszcza ci wciąż młodzi duchem i otwarci na nowoczesność, również są bardzo mile widziani 😊

Co do płci, to wprawdzie głównym bohaterem „Vairy” jest młody mężczyzna, który boryka się ze wspomnieniem nieudanego związku, i z tego względu może ona przemawiać także do niektórych panów, jednak wydaje mi się, że z uwagi na ogromną dawkę emocji oraz zastosowaną w książce dogłębną analizę psychologiczną, powieść ta będzie potrącać struny przede wszystkim bardziej wrażliwej kobiecej duszy.

Odradzam natomiast lekturę „Vairy” dzieciom, z uwagi na zawarte w niej „dorosłe”, niekiedy kontrowersyjne treści, pewną dawkę grozy, niewielką, ale jednak obecną domieszkę erotyki oraz ogólnie tematykę i przesłanie nieadekwatne do zdolności poznawczych najmłodszych czytelników. Ponieważ lektura tej książki mogłaby nadmiernie pobudzić dziecko i zaburzyć harmonijne kształtowanie się psychiki, upraszam o rozwagę i nie dawanie „Vairy” do rąk swoim pociechom i młodszemu rodzeństwu.

To samo będzie zresztą dotyczyć moich przyszłych publikacji, które generalnie nie są przeznaczone dla dzieci i dorastającej młodzieży.


2. Opowiadanie czy powieść?

Początkowo „Vaira” miała być nie powieścią, lecz... opowiadaniem (byłam wtedy na etapie krótkich form). Ponieważ jednak tekst od początku był podzielony na rozdziały i bardzo szybko się rozrastał, o jakimkolwiek zaś skróceniu go nie było nawet mowy, postanowiłam ostatecznie zakwalifikować go jako krótką powieść.


3. Praca wre 😃

Ciekawe jest miejsce, w którym powstała spora część tej powieści. Nie był to mianowicie dom, pobliski park czy kawiarnia, ale... miejsce ówczesnej pracy 😉 Napisałam wiele stron „Vairy” przy biurku w czasie pracy, na służbowym komputerze, w tajemnicy przed szefostwem i kolegami. Choć nie jestem pewna, w jakim stopniu udało mi się tę tajemnicę zachować...

W zasadzie nie powinnam być z tego dumna, i raczej nie jestem. Działo się to jednak w okresie, gdy nie przydzielano mi żadnych zadań roboczych, a moje dni w tej firmie były już policzone. Ponieważ nie lubię marnować czasu, postanowiłam wypełnić go czymś pożytecznym – przynajmniej z mojego punktu widzenia – i dzięki temu zyskać więcej wolnych chwil w domu. Historia mojego odejścia z firmy jest bardzo złożona i „Vaira” z całą pewnością nie była jej bezpośrednią przyczyną, nie mam więc chyba tutaj powodów do poczucia winy.


4. Warto poeksperymentować

Zawsze warto trochę poeksperymentować, zwłaszcza z językiem (bez podtekstów 😂 ). Dlatego postanowiłam wprowadzić w powieści nie tylko narrację pierwszoosobową, ale również czas teraźniejszy wypowiedzi. Jedynie wspomnienia głównego bohatera pokazane są w czasie przeszłym. Towarzyszymy więc wiernie Arkadiuszowi od pierwszej do ostatniej linijki książki i zawsze jesteśmy tu i teraz... Efekt takiego zabiegu pozostawiam jak zawsze ocenie czytelników.


5. Imię tytułowej bohaterki

Pożyczyłam je od pani Vairy Vike-Freibergi, będącej w latach 1999 – 2007 prezydentem Łotwy. Zawsze podziwiam i przyklaskuję kobietom na eksponowanych stanowiskach, postanowiłam więc w ten sposób upamiętnić łotewską polityk. My Polacy nie doczekaliśmy się jeszcze wprawdzie kobiety-prezydenta, ale wszystko przecież przed nami...


6. Tytuły rozdziałów książki

One również nie są przypadkowe. Upamiętniłam dzięki nim innego wielkiego w moich oczach człowieka, mianowicie Karla Jenkinsa, walijskiego kompozytora, dyrygenta i twórcę projektu muzycznego Adiemus. Tytuły rozdziałów są zaś moim wolnym tłumaczeniem tytułów utworów z ich drugiego albumu z roku 1997, zatytułowanego Cantata Mundi.




Muzyka Adiemus i ogólnie Karla Jenkinsa towarzyszy mi już od młodości, a artysta ten niezmiennie zależy do moich ulubionych. Odkrywam ją na nowo co kilka lat i właśnie niedawno powtórnie złapałam „fazę” na te brzmienia 😋 Nie jest to wprawdzie muzyka lekka ani łatwa, ale z całą pewnością przyjemna, oczywiście po pewnym obznajomieniu się z takimi klimatami. Zdecydowanie więc polecam ją wszystkim moim czytelnikom.


7. Wiedza ze słowników

W książce odwołuję się do pojęć z mitologii celtyckiej (święto Beltene) oraz greckiej (Odyseusz). Posiłkowałam się przy tym słownikami encyklopedycznymi Książnicy jako podstawowym i w zasadzie jedynym źródłem wiedzy. Chodzi mi konkretnie o „Słownik mitologii celtyckiej” autorstwa Sylvii i Paula F. Botheroydów, Wydawnictwo Książnica 1998, oraz „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej” autorstwa Joëla Schmitda, Wydawnictwo Książnica 2006. Wprawdzie mit o Odyseuszu i opowieść o jego powrocie do Itaki jest ogólnie znana, nie zaszkodzi jednak odwołać się do bardziej pewnego źródła wiedzy niż własna pamięć.




Mam wielką nadzieję, że wykorzystane w powieści informacje są prawdziwe i aktualne. Jeśli nie, bardzo proszę o sprostowanie.


8. Słowa zbyt znajome

Początkowo kraina, w której rozgrywa się akcja tej powieści, zwała się Kalabria, a indiańskie plemię nosiło miano Nawaho. Pierwsi czytelnicy i recenzenci tekstu zwrócili mi jednak uwagę, że nazwy te są zbyt powszechnie znane i sugerują Włochy jako scenerię książki bądź realnych Indian jako jej bohaterów. Nijak więc nie przystawały one do powieści, w której fabuła dzieje się w wymyślonym przez autorkę świecie. 

Dlatego też podjęłam decyzję o zmianach. O ile nowa nazwa plemienia – Dahla – pojawiła się w mojej głowie w zasadzie natychmiast, o tyle nieźle się namęczyłam, by ukuć nowe miano dla całej krainy. Szukałam wyrazu, który kojarzyłby się ze słowem „nierealne”, żeby jak najlepiej oddać specyfikę tego miejsca. Przewertowałam internetowe słowniki kilku europejskich języków, i po paru przymiarkach i drobnych przekształceniach, by słowo lepiej brzmiało po naszemu, wyszła mi właśnie Nerelia.

Moim zdaniem obie nowe nazwy są całkiem fajne. A Wy co o tym sądzicie...?


9. Vaira jak z obrazka

W moim poprzednim mieszkaniu – mam na myśli to wynajmowane już w Puławach – wisiał na ścianie pewien obraz. Była to czarno-biała rycina wykonana ołówkiem, bardzo udana. Obraz przedstawiał piękną dziewczynę z jasnymi włosami, pociągłą twarzą o szlachetnych, wyrazistych rysach oraz pełnymi, wspaniale wykrojonymi ustami. Tak, kochani czytelnicy, którzy znacie już tę powieść. To była ona. Wypisz wymaluj Vaira jak z obrazka 😊

Spoglądałam na ten obraz wiele razy w okresie, gdy powstawała ta książka. Dziewczyna z ryciny była dla mnie natchnieniem i inspiracją. Była po prostu moją Vairą. Bardzo żałuję, że nie mogę wkleić tutaj zdjęcia tego obrazu, lecz nie mam już niestety obecnie do niego dostępu.


10. Bez granic

Chciałabym napisać o jeszcze jednej inspiracji, tym razem dziełem raczej znanym. Będzie to taki trochę spoiler, dlatego postaram się uchylić możliwie najmniejszego rąbka tajemnicy. Chodzi mi mianowicie o film dla młodzieży (oraz książkę) o tytule „Niekończąca się opowieść”, dość popularny wśród mojego pokolenia. Film ten szczerze mnie zachwycił w dzieciństwie, tym więcej, że był on początkiem całej mojej przygody z fantastyką.




Tak więc zaznajomieni ze wspomnianym filmem, a zarazem uważni czytelnicy bez trudu odnajdą w „Vairze” nawiązania do tamtego świata. Był taki moment, gdy Bastian zapytał, gdzie kończy się kraina Fantazji, a w odpowiedzi usłyszał, że przecież Fantazja nie ma granic... 


Więcej szczegółów nie zdradzę, bo całą ich resztę znajdziecie w mojej książce 😉


11. Klasa aspirująca

Podział społeczeństwa na klasy można zauważyć także w „Vairze”. Arkadiusz jest wprawdzie prawnikiem, zatrudnionym do tej pory w szanowanej kancelarii, lecz nie wywodzi się z elit czy choćby inteligenckiej klasy średniej. Jest synem hydraulika (a więc robotnika wykwalifikowanego) i bibliotekarki, co ustawia go w szczególnej pozycji względem wyuczonego zawodu.

Czytałam bowiem swego czasu, że młodzież z klasy ludowej, aspirująca do wyższych pozycji na drabinie społecznej, ze względu na pomyłki wynikające z braku odpowiedniego doradztwa często żałuje wyboru zawodu, a nawet samego podjęcia studiów, które nie spełniły w dojrzałym życiu ich oczekiwań, i że gdyby mogli wybierać jeszcze raz, w ogóle nie poszliby na studia. Że osoby z klas wyższych studiują, bo chcą być wykształcone, a ci ze społecznych nizin chcą „mieć” wykształcenie, to znaczy dyplom, który zapewni im prestiżową i dobrze płatną pracę. Gdy się tak nie dzieje, pojawia się rozczarowanie i złość.

Ciężko powiedzieć, czy Arkadiusz żałuje decyzji o podjęciu studiów prawniczych. Nietrudno jednak zauważyć, że nie jest on jakoś szczególnie przywiązany do własnego zawodu. Kiedy tylko nadarza się okazja, natychmiast porzuca swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i zamienia się w kogoś diametralnie innego. W człowieka, dla którego własnoręcznie wyhodowane warzywa znaczą więcej niż wszystkie paragrafy razem wzięte.

Jakże to różne od postawy wysoko wykwalifikowanego specjalisty, dla którego praca jest całym życiem, który zwyczajnie jest swoim zawodem...





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza