piątek, 19 lipca 2019


Recenzja Vairy autorstwa Luizy Borkowskiej-Ziółkowskiej


Vaira zaintrygowała mnie enigmatycznym, dość oryginalnym tytułem. Miło było sięgnąć po polską prozę, która przełamuje stereotypy literacko-gatunkowe (prócz fantasy i obyczajówki dostajemy tu potężną dawkę psychologii i antropoetologii).

Ciekawa nieuchwytnej, wręcz mgielnej Nerelii, zapragnęłam mentalnie i duchowo dotknąć tego niezwykłego miejsca – jego głębi i tajemnicy, a lekkostrawny, wielotorowy i panoramiczny obraz, jaki zaserwowała mi Autorka, bardzo to ułatwił. Czytając książkę, przeteleportowałam się nie tylko w świat Nerelii, ale i w głąb samej siebie.


Głównym bohaterem powieści jest Arkadiusz, młody, dobrze zapowiadający się prawnik, który kupuje dom od Kirjo (osobliwego Indianina), by osiąść w nowym miejscu i pozbierać się psychicznie po gwałtownie zakończonym związku. Pewnego dnia Arek poznaje tajemniczą Vairę, która z biegiem czasu pozwala mu dostrzec i zrozumieć, co znaczy kochać naprawdę…


Niezwykły świat Nerelii i jeszcze bardziej niezwykła Vaira to kojący kompres na krwawiące rany, ale też przysłowiowe światełko w tunelu, które rozświetla nowo obraną, życiową drogę; pozwala dźwignąć się Arkowi z kolan i zacząć wszystko od nowa. Rozstrojony wewnętrznie mężczyzna uzmysławia sobie, że duchowa harmonia zmienia niecierpliwość w dynamizm działania, a empatię – w zrozumienie; że niczego w życiu nie należy przesądzać. Zauważa, że samodyscyplina na płaszczyźnie mentalnej, duchowej i emocjonalnej dodaje pewności w nowych sytuacjach. Zdyscyplinowany człowiek-kochanek nie podporządkowuje się gładko realiom otoczenia i – z całą pewnością – nie myśli jednokierunkowo i schematycznie. Wewnętrzna samodyscyplina, choć ignoruje niekiedy reguły i tabu, buduje silną osobowość i zagrzewa do czerpania z głębi rzeczy, zjawisk, zachowań i postaw…


Monika Knapczyk w ujmujący sposób przedstawia przemianę głównego bohatera, który – pozostając w sojuszu z prawdą o sobie samym – pragnie obnażać mroczne strony osobowości 

i demaskować te jej zaułki, w których kryją się egoizm, przyzwyczajenia, natręctwa, fobie 
i nadwrażliwości. Świadomość obecności ciemnej strony duszy pozwala bowiem wciągnąć/zmusić ją do pracy nad tworzeniem związku i jego trwaniem. A jest to praca niekończąca się, często syzyfowa…

Kim właściwie jest Vaira? Omamem? Widmem? Boginią? Istotą pozaziemską? Iluzją? Czy może głosem podświadomości zwizualizowanym ze skrawków najgłębszych pragnień?... Nie chcąc zbytnio spoilerować, napiszę tylko tyle, iż jest to niezwykle ważna – wg mnie kluczowa – postać, która otworzy serce i rozum Arkadiusza na istotę związku między dwojgiem ludzi. Pozwoli mu zrozumieć, że istota taka wiedzie ku odkrywaniu w głębi siebie znacznie większych pokładów energii i o wiele większej chęci życia, niż w przypadku, gdy tej istoty nie ma. Poprzez postać Vairy i jej relację z Arkiem, Autorka pokazuje, że w prawdziwym związku miłosnym nie powinno mieć miejsca bezsensowne i bezcelowe rozpraszanie energii na daremne i nieużyteczne zachowania dyktowane konformizmem i hedonizmem. Prawdziwie kochający ludzie powinni skupić się na samodyscyplinie, harmonii, stałości i wierności, które stanowią składowe realnej, namacalnej miłości. Wszak nie bez przyczyny jesteśmy „naczelnymi” (abstrahując od kwestii religijnych, socjologicznych czy czysto etycznych). Stąd w parze z wzajemną adoracją, namiętnością i zmysłowością powinny zawsze kroczyć odpowiedzialność, rozwaga i obopólny szacunek.


Ujęły mnie również tytuły poszczególnych rozdziałów. Tworzą bowiem pewnego rodzaju kantyk – jakby rozpaczliwe wołanie do Czytelnika, aby zatrzymał się na chwilę i zastanowił nad sobą; swoim życiem, przejawami prawdziwej miłości w nie zawsze kolorowej rzeczywistości…




Muszę przyznać, że polubiłam Vairę (nawet bardziej niż Arka). Jej determinacja i opowieści 

o nieustannej walce o uczucie drugiego człowieka przypomniały mi faktyczną rolę kobiety 
i mężczyzny w związku. W dobie, gdy niewielu pojmuje, że prawdziwy feminizm nie polega na maskulinizacji płci pięknej, silny pierwiastek kobiecy jest tak samo istotny w związku jak mocno zaakcentowany pierwiastek męski. Anima i Animus, Yin i Yang – dwie połówki jabłka, tworzące jedną całość. Jednak by w owocu (miłości) nie zagościł „robak”, trzeba nieustannie się starać 
– w przeciwnym razie wszystko weźmie w łeb (tyczy się to zarówno kobiety, jak i mężczyzny).

Na szczególną uwagę zasługują pięknie wkomponowane w treść motywy indiańskie. My – Europejczycy – „zżarliśmy” kulturowo (i nie tylko!) rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Czyżby Autorka chciała pokazać, że w świecie konsumpcjonizmu, materializmu, notorycznych ekspansji i fanatycznego egocentryzmu MIŁOŚĆ dogorywa w niknących sukcesywnie rezerwatach resztek człowieczeństwa i zwyczajnej ludzkiej życzliwości? Hmm… Zdaje się, iż zabrnęłam ciut za daleko, ale 
Vaira wywołuje we mnie prawdziwą burzę emocji… BRAWO dla Pani Moniki!!!

Wracając do głównej myśli, książka jest starannie wydana, a styl Autorki (choć chwilami zimno wyrozumowany) – bez cienia wątpliwości – ryje psychikę i zmusza do myślenia. Monika Knapczyk nachalnie nie moralizuje, a instrumentalno-słownie podszczypuje (czasem dotkliwie) czytelniczą wrażliwość.


Reasumując, przywołam cytat Valerio Albisetti’ego z książki O miłości (który – moim zdaniem – jest idealną pointą dla recenzji Vairy):
Istota rzeczy, która osiąga najwyższy poziom, tworzy pustkę, wypełniającą się miłością 
i świadomością. W tym momencie para znika, bo jest na najwyższym poziomie rozwoju. Dwie tożsamości zlewają się w jedną jedyną tożsamość. Para znika, bo żyje w harmonii ze światem. Sama staje się wszechświatem.

Dziękuję Pani Monice za przypomnienie mi tej prawdy oraz za głęboką, intensywną, kontemplacyjną i naprawdę dobrą, smacznie okraszoną szczyptą romantyczności prozę.

Luiza Borkowska-Ziółkowska


Recenzja pojawi się w pierwszym numerze fanzinu Nowa Wena, poświęconego przede wszystkim mojej twórczości i Wydawnictwu Inspiracje.
Stanowi on kontynuację magazynu literacko-kulturalnego Wena w nowej, nieco skromniejszej odsłonie, i w celu zachowania ciągłości wydań został oznaczony numerem szóstym.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza