niedziela, 24 listopada 2019


Pierwszy fragment Córki słońca. Prawa miłości


Czas na pierwszą zajawkę drugiego tomu Córki słońca, który będzie nosił tytuł Prawo miłości.
Czy ktoś z Was już na niego czeka?

Będzie mały spoiler: Derra oczywiście nie umrze 😊 Nie uśmierciłabym przecież tak szybko głównej bohaterki tej powieści. W jaki sposób zdoła się uratować...? No niestety, ale będziecie musieli jeszcze trochę poczekać na zaspokojenie ciekawości w tej kwestii. A na razie publikuję 
na zaostrzenie apetytów fragment ostatniego rozdziału tej książki, żebyście wiedzieli, czego macie się już wkrótce spodziewać. Jest to jeden z jej najwspanialszych, najjaśniejszych momentów, jeden z moich ulubionych, prawdziwy promyk szczęścia w życiu Derry, które nie szczędziło dziewczynie straszliwych ciosów. A może to jedynie cisza przed kolejną burzą...?

Zdaję sobie sprawę, że ta książka może się okazać ze względów ideologicznych nie do zaakceptowania dla niektórych odbiorców. Lecz nie każdy musi ją pokochać, a parę osób pewnie ją wręcz znienawidzi. Córka słońca to powieść dla czytelników o otwartych umysłach, gotowych do wkroczenia w świat Kiramu bez uprzedzeń, bez dopasowywania tego świata na siłę do naszych wzorców. Osoby o sztywnych poglądach niech się nie zmuszają do jej lektury.



ROZDZIAŁ XXV - WSZYSTKIE KOLORY NIEBA (fragment)


(...) Przez kilka chwil leżały obok siebie w milczeniu, ciesząc się spokojem uroczyska, pieszczotą słońca na policzkach i miarowym szumem morza. Lorana zamknęła oczy i zacisnęła mocno powieki, by odciąć się na chwilę od wszelkich bodźców wzrokowych. Chcę wiedzieć, jak to jest być tobą, Derro, pomyślała. Gdybym mogła ulżyć ci w niesieniu twojego ciężaru, byłabym najszczęśliwszym człowiekiem w Kiramie.
Entorianka czuła jeszcze na wargach smak wspaniałego pocałunku. A jednak ocean nie dawał spokoju, głośno ją do siebie przywołując. Bardzo żałowała, że nie może mu się teraz poddać.
- Kiedy mieszkałam w Derbachii – zaczęła mówić – jeździłam latem do Detroit, szłam na plażę, znajdowałam odosobnione miejsce, rozbierałam się i pływałam w morzu. Ale to było, zanim...
Lorana gwałtownie nakryła jej usta dłonią i wyszeptała z przejęciem:
- Nie kończ. Już wszystko wiem.
Derra wyswobodziła się z tego uścisku i kontynuowała:
- Chciałabym znów to zrobić, ale nie mam odwagi. Przecież nie wiedziałabym nawet, czy płynę 

w kierunku brzegu, czy się od niego oddalam.
- Możesz teraz popływać, jeśli chcesz. Będę przy tobie i nie pozwolę ci utonąć. Przy mnie jesteś całkowicie bezpieczna.
- Więc chodźmy. Proszę, chodźmy już!
Ciesząc się jak dziecko, wstawała pospiesznie i ciągnęła Loranę w kierunku, z którego dobiegała wieczna pieśń. Pamiętała, by wziąć ją za lewą rękę. Nie wypytywała, co stało się malarce w prawą, ponieważ Lorana najwyraźniej nie chciała o tym mówić. Postanowiła dołożyć wszelkich starań, by nie sprawiać przyjaciółce dodatkowego cierpienia.
Quatessinka rozejrzała się jeszcze raz, czy nikt nie nadchodzi. Pospiesznie zdejmowały ubranie. Złożyły je na piasku, niedaleko od linii wody. Zupełnie nagie weszły w fale, wciąż trzymając się 

za ręce. Wreszcie było tak, jak na obrazach Lorany: dwie boginie miłości wynurzające się 
z morskiej piany. Woda była dość zimna, ale starały się nie zwracać uwagi na tę niedogodność.



Zdjęcie: Pixabay (aknafi)


Ramiona przypomniały sobie wyuczone w dzieciństwie ruchy. Odchudzone, ale wciąż gibkie i silne ciało pokonywało radośnie opór słonych fal. Derra odpłynęła spory kawałek, a potem zawróciła, mając nadzieję, że płynie do brzegu. A gdyby nawet tak nie było, wciąż mogła polegać na samym morzu, wypychającym ją w kierunku plaży, oraz na troskliwej opiece Lorany. Chciało jej się krzyczeć z rozpierającego szczęścia. Pływała, naprawdę pływała! Życie znów nabrało smaku 

i głębokiego sensu. Ta jedna krótka chwila doskonałego szczęścia z nawiązką wyrównywała długie zimowe miesiące cierpienia.
Położyła się leniwie na plecach, rozłożyła szeroko ramiona, rozluźniła mięśnie nóg. Czuła silne dłonie przyjaciółki podtrzymujące jej kark i biodra, lecz przypuszczała, że woda sama z siebie utrzymałaby ją na powierzchni. Znów pomyślała przelotnie o kilku pierwszych dniach po oślepieniu, gdy bardzo mocno pragnęła śmierci. A przecież gdyby tamto marzenie się spełniło, 

nie przeżyłaby teraz tak cudownej chwili.
Aż krzyknęła z wrażenia, tak niesamowicie jasny i oślepiający był tym razem blask, który wypełnił jej głowę. A potem „zobaczyła” z góry całą okolicę. Jak mewa szybowała ponad roziskrzoną słonecznymi brylantami taflą morza, mrużyła wewnętrzne oko od patrzenia na lśniący z całych sił biały, czysty piasek, oglądała z lotu ptaka spokojny, sosnowy las i zaczynające się tuż za nim miasto. Woda w oceanie była tak bardzo przejrzysta, że dostrzegała nawet prześlizgujące się pod jej powierzchnią smukłe, srebrne grzbiety ryb oraz unoszone prądami galaretowate meduzy. Widziała także własne ciało leżące na falach. Bardzo podobało się ono Entoriance, bo było kobiece, a jednocześnie silne, o idealnych liniach. Jednego tylko nie udało jej się zobaczyć, choć bardzo się starała. Lorana, a w szczególności jej twarz, była dla niezwykłego wzroku Derry rozmazaną plamą.
Jeszcze nigdy dotąd nie udało się Derze utrzymać widzenia tak długo. Wszędzie była ta niesamowita, prawie nieznośna jasność. To już nie było szczęście, ale najprawdziwsza ekstaza.
- Lorano, życie jest cudem – odezwała się.
- Wiem, moja mała.
- Bądź przy mnie zawsze.
- Będę.
Te kilka prostych słów zastąpiło wszelkie ceremonie. Przysięgły sobie wierność w obliczu słońca 

i nieba, oceanu i lasu. Tej przysięgi nie odbierali ludzie, ale Wielki Duch i natura.
Czego więcej mogły potrzebować? (...)






Recenzja Córki słońca. Zderzenia światów autorstwa Olimpii


Pojawiła się już pierwsza recenzja powieści, autorstwa Anny Dzięgielewskiej (Olimpii), która jest dostępna zarówno na jej stronie tutaj, jak również na fanpage'u na Fb tutaj






Jeszcze raz najserdeczniej dziękuję Pani Annie za życzliwość oraz zainteresowanie moją książką, 
i oczywiście zachęcam do zapoznania się z recenzją oraz samą Córką słońca
Warto również wspomóc blogerkę paroma polubieniami 😊





sobota, 2 listopada 2019


Podsumowanie rozdania i kolejny patronat


Rozdanie e-booka Córki słońca. Zderzenia światów zakończyło się dopiero wraz z początkiem nowego miesiąca, ze względu na opóźnienie w publikacji ogłoszenia na jednej z grup czytelniczych na Facebooku. W sumie książkę otrzymały 44 osoby, w tym 31 osób podało hasło. Pozostali czytelnicy otrzymali e-booka w podzięce za dotychczasowe zasługi dla Wydawnictwa Inspiracje.

Serdecznie dziękuję wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy sięgnęli po moją powieść 💗 Mam nadzieję, że żadne z Was nie będzie nią rozczarowane i że przeczytacie z równym entuzjazmem dwa kolejne tomy.

Rozdanie wprawdzie już się zakończyło, książka jest jednak nadal dostępna w formie e-booka w cenie 10 zł bezpośrednio w Wydawnictwie Inspiracje, a także w księgarniach internetowych RW2010 oraz ebookpoint.pl
Nieśmiało zachęcam do jej zakupienia i lektury 😊


A tutaj jest całość okładki książki:





Pochwalę się także kolejnym patronatem medialnym. Tym razem Córka słońca została wzięta pod skrzydła przez Katarzynę Wąsowicz, prowadzącą bloga książkowego o nazwie 
Strefa Booki oraz fanpage'a na Facebooku o tej samej nazwie. Bardzo serdecznie dziękuję 
pani Katarzynie za życzliwość i wsparcie, oraz oczywiście zachęcam do polubienia 
jej strony na Fb 😊 
Wkrótce na blogu pojawi się recenzja książki, która zostanie zamieszczona także tutaj.

Tradycyjnie już zapraszam do śledzenia nowości w wydawnictwie. A dzieje się w nim, 
dzieje sporo... I wciąż będzie się działo...