sobota, 1 lutego 2020


Recenzja Przepaści Adriana Johna Kenzie


Przed paroma tygodniami wpadła w moje ręce książka (w postaci e-booka) autorstwa pewnego zaznajomionego pisarza. Chciałabym podzielić się dziś z Wami wrażeniami z tej czytelniczej przygody.

Przepaść to jak do tej pory zdecydowanie najlepsza powieść Adriana Johna Kenzie. Czas akcji to zaledwie jeden dzień i jedna noc, lecz to wystarczy, by w życiu głównego bohatera nic już nie pozostało takie samo. Książka zaczyna się stosunkowo niewinnie. Jest chłodny zimowy poranek, zaczyna padać deszcz, który dość szybko zmienia się w marznący śnieg. Zamożny i pewny siebie finansista o imieniu Steve wyrusza w podróż do bardzo ważnego klienta, z którym ma nareszcie podpisać umowę inwestycyjną. Przed wyjściem z domu czeka go jeszcze poważna rozmowa 
z żoną, właściwie kłótnia, która stanie się początkiem naprawdę feralnego dnia. To, co czeka 
na niego w drodze, przekroczy najśmielsze oczekiwania Steve'a, a właściwie nie dorówna jego najokropniejszym koszmarom...

Tak więc nie spodziewajcie się spokojnej powieści obyczajowej. W końcu Adrian John Kenzie nie pisze książek dla grzecznych dziewczynek. Mogłabym zakwalifikować 
Przepaść jako powieść akcji czy też powieść drogi, która stopniowo zmienia się w horror. Z tego względu odradzam ją czytelnikom o słabych nerwach. Z drugiej strony Adrian jest pisarzem na wskroś chrześcijańskim, co zobaczymy we wszystkich jego książkach... no, prawie we wszystkich. Za każdy czyn popełniony za życia trzeba będzie kiedyś odpowiedzieć, niezależnie od przekonań na temat religii i tego, jak wyobrażamy sobie nasz koniec. Po prostu przychodzi taki moment, gdy nie da się już dłużej naginać rzeczywistości do swojego widzimisię. Bo te same zasady będą obowiązywać wszystkich.




       Więcej o tej i innych książkach
       Adriana Johna Kenzie
       możecie przeczytać 

       TUTAJ


















Większość bohaterów tej powieści nie ma imion czy nazwisk. Wystarcza, że wiemy, kim są 
dla Steve'a. Żona, szef, prześladowca, dziewczyna z baru, dziewczyna z samochodu... to są ich „imiona. Przeczytałam gdzieś, że jest to konwencja narracji charakterystycza dla klasycznej baśni, takiej wywodzącej się z tradycji ludowej. Tylko główny bohater ma imię, najczęśniej znaczące - Kopciuszek, Śnieżka itp. - cała reszta stanowi tło, a akcja rozgrywa się tak naprawdę w psychice głównej postaci, pokazuje jej dojrzewanie, przechodzenie z jednego etapu życia 
do drugiego bądź jej upadek. Tak też jest i tym razem, Przepaść to taka współczesna baśń. Mamy dość czasu, by przyjrzeć się wszystkim zakamarkom duszy Steve'a. Powiedziałabym nawet, że poznajemy go lepiej niż byśmy sobie tego życzyli, ponieważ jego dusza jest jak wór kłębiącego się robactwa. A jednak były chwile, gdy z nim sympatyzowałam, szczególnie 
w momentach konfrontacji z jego wrogiem, stojącym jeszcze niżej pod względem moralnym prymitywnym osiłkiem bez żadnych ludzkich uczuć.

Przyznam także, że mogłabym nawet zgodzić się z wieloma spostrzeżeniami Steve'a dotyczącymi ogólnie życia, a zwłaszcza jego finansowej strony. Był on produktem świata, w którym niemal wszystko da się kupić za pieniądze, a bez nich jest się nikim, odpadem społeczeństwa nie zasługującym na szacunek. Być może w jakiejś innej rzeczywistości nie stałby się potworem. Nasz bohater nie wziął tylko pod uwagę, że za żadne pieniądze nie kupi dwóch rzeczy: życia 

i zbawienia. Pomimo kilku lepszych momentów i błyskotliwej inteligencji - ten człowiek to jednak dno.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy nie boją się czytać o trudnych sprawach, kochają mroczne klimaty i zgłębianie tych ciemniejszych stron rzeczywistości. Jednym słowem, 
Przepaść to kawałek dobrej pisarskiej roboty, choć w obecnej formie wciąż wymaga lekkiego redaktorskiego szlifu.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza